Salomon Forces Jungle Ultra

0

Warunki tropikalne wymagają specyficznego wyposażenia, zbudowanego z myślą o terenie, gdzie dominują wysoka wilgotność i równie wysoka temperatura. Tak powstały legendarne amerykańskie Jungle Boots, wprowadzone do służby ponad 60 lat temu, a czerpiące z rozwiązań pamiętających czasy II wojny światowej. Jungle Boots, w różnych wariantach oraz w lokalnie produkowanych odmianach, stały się wręcz symbolem działań w terenie tropikalnym. W 2016 roku premierę miały buty Salomon Forces Jungle Ultra, które są w prostej linii następcą kultowych dżunglowek.

Pierwszym modelem linii Forces (w której skład wchodzą np. Salomon Force Quest 4D) od podstaw zaprojektowanym zgodnie z jej potrzebami jest but dżunglowy Salomon Forces Jungle Ultra, pokazany po raz pierwszy na SHOT Show 2016, stworzony z myślą o gorącym i mokrym klimacie. Na jego stworzenie duży wpływ miało zwiększenie zainteresowania amerykańskich sił zbrojnych, a zwłaszcza SOCOM, rejonem Pacyfiku (tzw. Pacific Pivot) – w pewnym momencie okazało się, że wojsko przestało dysponować wyposażeniem przeznaczonym do działań w dżungli (powodem było prowadzenie w ciągu ostatnich kilkunastu lat działań bojowych na Bliskim i Dalekim Wschodzie).

Konstrukcja

Już na pierwszy rzut oka widać, że Jungle Ultra są głęboką modernizacją klasycznych Jungle Boots i wykorzystują tę samą koncepcję konstrukcyjną – miękka, materiałowa górna część cholewki i sztywny dół. Użyte materiały, czyli nubuk oraz cienki nylon, są bardzo lekkie, odporne na uszkodzenia mechaniczne, niewrażliwe na długotrwałe działanie wilgoci (nubuk został odpowiednio zaimpregnowany), szybko schną oraz niemal nie wymagają konserwacji. Ważną cechą jest również zupełnie matowa powierzchnia, nawet po zamoczeniu.

Salomon Forces Jungle Ultra oprócz czerpania z klasycznego pierwowzoru wykorzystują też elementy, które pojawiły się już w innych, podobnych butach, ale zaprojektowano je zupełnie od nowa, wykorzystując bogate doświadczenia płynące z produkcji obuwia trekkingowe oraz trailowego i pozbywając się wszystkich wad poprzedników.

Cholewka Jungle Ultra została wykonana z dwóch materiałów – hydrofobowego nubuku, zapewniającego sztywność i dobre trzymanie stopy, oraz z cienkiego nylonu. Wyściółka wnętrza jest tekstylna. W dolnej części buta znajdują cztery otwory drenażowe odprowadzające wodę z wnętrza, po dwa na każdej stronie, zabezpieczone drobną siateczką – chroni ona przed przedostawaniem się piasku oraz kamieni do wnętrza obuwia. Konstrukcja otworków pozwala na uniknięcie problemu wypadających metalowych oczek, częstej przypadłości starych Jungle Boots. Otwory umieszczono nieco nad linią podeszwy.

Na czubie wykonano nadlewkę z gumy, chroniącą go przed uszkodzeniem, wzmocnienie pełniące podobną funkcje znajduje się również na pięcie buta. Jako że górna część cholewki jest dość miękka, aby lepiej trzymały stopę, wzmocniono ją fragmentem nubuku usztywniającego konstrukcję na wysokości kostki i utrudniającej jej przypadkowe uszkodzenie. Z tyłu buta, na górze, umieszczona została pętla z nylonowej taśmy, która ułatwia zakładanie obuwia, naszyta na pionowej taśmie zabezpieczającej materiał przed przetarciem w rejonie ścięgna.

System wiązania składa się z trzech par przelotek z lekkich stopów umieszczonych w górnej części cholewki oraz trzech par miękkich przelotek – dwóch nubukowych wychodzących z dolnej części cholewki, z punktów stanowiących niejako przedłużenie ramy Advanced Chassis wychodzącej z podeszwy (o czym dalej) oraz jednej (dolnej) z nylonowej taśmy. Dodatkowo jest jeszcze jedna pętla nylonowa w miejscu wszycia języka. Wykrój skórzanego elementu cholewki, w którym umieszczono punkty sznurowania, nie został wybrany przypadkowo – tworzy on ramę mającą zapewniać lepsze trzymanie stopy wewnątrz zasznurowanego buta. Język butów został miękko wyściełany i wszyty na całej długości, dzięki czemu nawet jeśli ułoży się krzywo podczas zakładania buta, nie uciska nogi i nie powoduje dyskomfortu, a jednocześnie zapewnia ochronę przed wpadającym do środka piaskiem. Sznurówki o okrągłym przekroju są grube i mięsiste.

Podeszwa

Kolejnym elementem czerpiącym z Jungle Boots jest podeszwa Contagrip o protektorze przypominającym klasyczną Panamę, ale z dodatkowymi licznymi nacięciami, które zwiększają przyczepność w błotnistym terenie i odprowadzają nadmiar błota na zewnątrz. Podeszwa jest też wyprofilowana w rejonie śródstopia.

W odróżnieniu od pierwowzoru, zdecydowano się zastosować taką, która oprócz przyczepności zapewnia nieco więcej komfortu użytkownikowi. Wprowadzono rozwiązania znane z butów trailowych Salomona. Protektor stanowi zewnętrzny element warstwowej podeszwy, która została oparta o ramę Advanced Chassis, stanowiącą połączenie elastycznej pianki EVA jako środkowej warstwy oraz sztywnego poliuretanu formowanego termicznie. Kombinacja taka zapewnia bardzo dobrą amortyzację w różnych warunkach terenowych. Z podeszwy wyprowadzone są nadlewki chroniące tył oraz przód buta przed uszkodzeniami. Cholewkę z podeszwą połączono za pomocą zgrzewania.

Ostatnim elementem Jungle Ultra są wkładki wewnętrzne Ortholite o właściwościach antybakteryjnych, standardowe dla wszystkich butów trekkingowych Salomon.

Buty Salomon Forces Jungle Ultra dostępne są w dwóch wariantach kolorystycznych – brązowym Burro oraz szarozielonym Beluga (w 2016 roku oferowany był jeszcze Sage Green, ale nie cieszył się on popularnością). Matowy brązowy kolor Burro dobrze komponuje się zarówno z kamuflażami przejściowymi, takimi jak Crye Precision Multicam, jak i typowo leśnymi M81 Woodland czy Hyde Definition PenCott GreenZone.

###

Mr. S (ten drugi): Salomon Forces Jungle Ultra to nowoczesny następca klasycznych już Jungle Boots. Nie jest to pierwsza próba wskrzeszenia tych legendarnych butów przy użyciu nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Miałem klasyczne Jungle Boots z płócienno-skórzaną cholewką, miałem ich nowszą wersję z bokami z nylonu, ale tak naprawdę poza typowo bagnistym lub dżunglowym środowiskiem nie nadawały się one zbytnio do użycia, ponieważ płaska podeszwa nie zapewniała żadnej amortyzacji dla stopy. Kilka firm próbowało modernizować „dżunglówki”, ale tak naprawdę jedną, której się to udało, była amerykańska OTB, która w 2007 roku pokazała buty JungleLites wykonane w całości ze sztucznych materiałów, niechłonących wody. Trzeba przyznać, że był to godny następca klasycznego modelu – lekki, wytrzymały, idealnie sprawdzający się w mokrym środowisku, a jednocześnie bardzo wygodny i zapewniający dobre trzymanie stopy oraz jej amortyzację. Niestety, po przejęciu OTB przez obuwniczego giganta New Balance zaprzestano ich produkcji, aż w końcu zapasy dostępne w sprzedaży uległy wyczerpaniu. Moje JungleLites służyły dzielnie, zaliczyły Biegi Morskiego Komandosa oraz panamską dżunglę, ale wreszcie doczekały się godnego następcy, czyli Salomon Forces Jungle Ultra, trafiły do mnie w 2016 roku. Praktycznie nie wymagały rozchodzenia i dobrze układały się na stopie (warto tu pamiętać o dokładnym wybraniu rozmiaru, w różnych butach Salomon, ten sam rozmiar nie jest jednak identyczny). Są bardzo lekkie, szybko schną, nawet po całkowitym zamoczeniu. Miękko wyściełany język dobrze się układa na nodze, nawet gdy mamy w nią wpuszczony mankiet wewnętrzny spodni (np. dżunglowych Patagonia JU Pant, chroniący przed moskitami i pijawkami).

Podeszwa pewnie trzyma się nawet ciężkiego błota, a w terenie zalesionym czy piaszczystym zapewnia bardzo dobrą amortyzację. Bieżnik o profilu zbliżonym do Panamy łatwo się czyści. Z tego względu, że jest dość cienka, nie zalecam stosowania jej w terenie skalistym – nie jest to but górski lub trekkingowy i nigdy nie był projektowany pod takim kątem.

Pewne obawy można mieć co do sposobu połączenia podeszwy z cholewką, czyli klejenia. W bardzo wysokich temperaturach, jeśli warstwa kleju nie została nałożona odpowiednio dokładnie, może dojść do rozklejenia. Nic nie wskazuje na to, żeby miało to nastąpić, ale w podobne przypadki, jeśli chodzi o buty marki Salomon, miały miejsce.
Trzeba przyznać, że mariaż nowoczesnych technologii rodem z obuwia trailowego oraz klasycznego projektu buta dżunglowego w wydaniu Salomon Forces jest chyba najlepszym tego typu rozwiązaniem obecnie dostępnym na rynku.

Mr. S (ten pierwszy): Lata całe przełaziłem w dżunglówkach – kiedy zaczynałem interesować się militariami, były kultowym obiektem pożądania. Niedostępnym i drogim, ale niezbędnym do tego, co wówczas robiliśmy, a co obecnie nazywa się „rekonstrukcja”. Oraz, oczywiście, jako element EDC. Owe kultowe buty poza kultowością oferowały jeszcze pancerną wytrzymałość (potrafiły sprostać kilku latom katowania, a znam i takich, którzy chodzili w nich zimą), fajny wygląd, niezłą „dzielność terenową” oraz kompletny brak amortyzacji. No ale co ma amortyzować w bucie, w którym podeszwa jest jednym kawałem gumy i do tego z blachą w środku, a jedyną „amortyzacją” jest siatkowa wkładka przeciwpotna? Mimo to kupowało się je za ciężkie pieniądze i używało do wszystkiego. Miałem tez czarne dżungle, ale one jakoś nie podbiły mojego serca, pomimo że miały bardziej elastyczną podeszwę, system szybkiego wiązania i cordurową cholewkę. W efekcie dżungle zostały u mnie zastąpione przez „regulaminowe” Bellevielle i Batesy, a potem przez różne Meindle, Salomony i Lowy.

W zeszłym roku dostałem nowoczesne dzunglówki i – przyznać muszę – są chyba trzecimi po Zephyrach i Innoxach butami, których najczęściej używam. Noszę je zarówno w teren, jak i w charakterze obuwia EDC, do spodni mundurowych, taktycznych, ale i do jeansów.

Są lekkie, nawet bardzo lekkie (~520 g), jeśli weźmie się pod uwagę ich wysokość. Wygoda – marzenie. Świetna amortyzacja, trzymanie stopy w bucie, przewiewność. Co ważne – mają okrągłą „mordkę”, czyli dużo miejsca na palce, a to dla mnie ważne. Są miękkie, elastyczne, zapewniają świetne czucie podłoża.

Chodzi się w nich fantastycznie – na strzelnicy, w mieście, na szlaku, po piachu, po błocie, pokładzie statku, generalnie prawie wszędzie sprawują się doskonale. Prawie, bo na kamieniach, trudniejszych szlakach, skałach czy tam, gdzie wymagana jest stabilizacja kostki, jest słabo. Kamienie czuje się przez podeszwę, a kostka nie ma prawie żadnej stabilizacji, bo cienka cordura i nubukowa wstawka takowej po prostu nie zapewni. To but w lekki teren (nawet i bardzo błotnisty czy mokry), a nie obuwie do łażenia po górach. Bieszczady to raczej wszystko, co można z nich wycisnąć.
Schną bardzo szybko – woda nie robi na nich wrażenia i nie ma znaczenia, czy pochodzi z rzeki czy z morza. Nie gniją, nie łapią zapachów, nie rozlatują się. Fabryczny impregnat nie pozwala łatwo przemoknąć nubukowi, więc od łażenia po rosie nie przemokną. Na podmokłym terenie woda wleje się przez otwory drenażowe, ale w końcu taka była koncepcja tego buta – woda łatwo ma wlecieć i łatwo wylecieć.
Bardzo fajnie prowadzi się w nich samochód – pedały czuć wyraźnie, nie są za szerokie, dają pewne oparcie piętom. Do łażenia po mieście również dobrze się nadają, a co ciekawe, asfalt i beton nie zżera szybko podeszwy. Na moich można zauważyć naprawdę niewielkie ślady zużycia, a chodzone są często.
Brąz fajnie komponuje się z większością kolorów, a fason sprawia, że nawet założone do jeansów nie rażą, choć widać po nich, że to but bardziej taktyczny. Ale z tych mniej topornych.